Pierwsze tygodnie w Hobbitonie – to już III cześć Naszej Podróży

Pod koniec października 2012r. kończymy nasza wspaniałą 54-ro dniowa przygodę z Australia i lądujemy w Nowej Zelandii!

Oj będziemy tęsknic za Australia, aż żal wyjeżdżać. Pocieszamy się jednak ze na pewno tu wrócimy na krócej lub dłużej. Odwiedzimy wtedy te zakątki, które musieliśmy ominąć ze względu na brak czasu :). Jednak Nowa Zelandia kusi nas tak bardzo ze nie mogliśmy się już doczekać.

Hurra! Spełnia się nasze kolejne marzenie! Warto, wiec było je mieć i stopniowo, zamieniać to marzenie w realny cel, który w pragmatyczny sposób, chociaż powolutku, ale systematycznie kroczek po kroczku udaje się realizować…

Nowa Zelandia kusiła nas od wielu lat, a nawet jak właśnie napisaliśmy marzyliśmy o niej. Ten tajemniczy kraj jest najbardziej oddalonym od Europy. Już dalej od Polski się nie da – pomijając jedynie pewne nieliczne wyspy na Pacyfiku. Różnica czasu pomiędzy Polska a Kiwilandem wynosi cale 12 godzin. Od teraz po opuszczeniu tego odległego kraju – które planujemy na początek stycznia 2013r. – będziemy się już tylko zbliżać do domu. Niezależnie od tego, w która stronę będziemy się przemieszczać…

Pierwsze przygody w Kiwilandzie

O końcówce naszej Australii (Sydney, Canberra) i podsumowanie opublikujemy niebawem. Tymczasem dzieje się tak dużo, ze trudno nadazyć z pisaniem relacji. Piszemy, wiec już o Nowej Zelandii, a resztę niedługo uzupełnimy.

Tymczasem lot z Sydney do Auckland trwa ok. 3 godz. i spokojnie lądujemy na płycie lotniska. Przy odprawie paszportowej jest dokładna kontrola bagażu, przed która należy skrupulatnie opróżnić plecaki z jakiejkolwiek żywności. Okazuje się, ze nawet za niewielki kawałeczek jabłka czy banana (posiadanego nawet przez nieuwagę) grozi kara 400 NZD (ok. 1000 PLN). Oprócz tego sprawdzają podeszwy od butów trekkingowych czy są wystarczająco czyste by moc postawić w nich stopy na nowozelandzkiej ziemi. Na szczęście nie mamy w zwyczaju nosić zabłoconych butów w plecaku. Poza tym dokładnie skanują bagaż i znajdują nasz namiot.

«Ubu macie namiot! Musimy go doglądnie zbadać i oddać kwarantannie!» Z poważna mina oznajmia celnik…

Jesteśmy trochę przerażeni czy czasami nie skonfiskują nam namiotu na jakiś czas, no i może jeszcze ukaraja (?) Odkrywają ze śledzie maja troszeczkę australijskiego gruntu na sobie, no i te fartuchy namiotu nie są sterylnie czyste, co „może poważnie zaszkodzić lokalnemu ekosystemowi” … Szkoda, ze nie wiedzieliśmy o tym wcześniej, ale nikt nas o tym nie uprzedził. Chociaż wielu znajomych planuje i bardzo chciałoby przyjechać do Nowej Zelandii to bardzo niewielu tutaj kiedykolwiek już było…

Co teraz? Uff po 15 min. oddają nam namiot, w którym przespaliśmy już wiele nocy i z którym się już «zżyliśmy». Wystarczyło jedynie dokładnie wymycie przez kontrole śledzi i fartuchów. Oddają nam nas sprzęt, żadnej kary nie ma, a my jesteśmy wreszcie całkowicie odprawieni i rozpoczynamy nowa przygodę na nowozelandzkiej ziemi!

Początki w Auckland

Centrum Auckland widziane z perspektywy mariny

Autobus zawozi nas do samego centrum Auckland, w którym czeka na nas pokoik w zarezerwowanym wcześniej schludnym i przyjemnym hoteliku. Mamy nareszcie cały pokój w niezłym hotelu dla siebie i to w cenie… campingu w Australii. Okazuje się, ze na szczęście dla naszego budżetu… Auckland potrafi być tańsze od dosyć drogiej Australii ito nawet o jakieś 20-25%, wiec można pozwolić sobie na trochę więcej swobody budżetowej…

Oprócz tego okazuje się, ze …

Nie działają nam nasze komórki…

Nawet w centrum Auckland ani polska, ani norweska komórka nie „lapie” zasięgu. Hm, no w końcu to Koniec Świata, chyba nie podpisano odpowiednich umów i przy słynnej wieży w Auckland nie ma zasięgu tak jak nie było na australijskich pustyniach. Kupujemy nowozelandzka simce, która oczywiście działa, ale SMS-y do Polski, co prawda dochodzą, ale z jakiegoś dziwnego polskiego numeru… No w końcu to Hobbiton – jesteśmy po drugiej, przeciwnej stronie…

Auckland turystycznie i praktycznie

Spędzamy w Auckland 3 dni na zwiedzaniu i kompletowaniu sprzętu turystycznego. Klimat Nowej Zelandii jest dużo chłodniejszy niż klimat Australii. Na listopad i prawie cały grudzień przypada tutaj druga polowa wiosny, wiec może być dosyć zimno, no i może tez częściej padać. Do tej pory mieliśmy praktycznie ciągle cieple tropiki w porze suchej, a teraz jesteśmy już w strefie klimatu umiarkowanego. Dokupujemy śpiwór puchowy, porządne buty górskie, spodnie przeciwdeszczowe, a później także cieple getry i kalesony (zwane tutaj long Johns), polar i czapkę. Ciężar i objętość bagażu zwiększa się znacznie. Celowo nie braliśmy tych rzeczy z domu, zeby nie paść już na początku podróży pod ciężarem wielkiego plecaka. W tropikach nie ma się jakoś sil na zbędne kilogramy…

W Auckland oglądamy słynna wieże radiowa no i klimatyczny port jachtowy.

Planujemy zobaczyć jak najwięcej z Nowej Zelandii w czasie ponad dwumiesięcznego pobytu.  Kupujemy wiec pass autobusowy na…

Objazd dookoła Nowej Zelandii

Autobus ma zatrzymywać się we wszystkich najciekawszych miejscach mniej lub bardziej turystycznych, a my możemy w każdej chwili z niego wysiąść/wsiąść w dowolnym miejscu na dowolny okres czasu. Jak dla nas brzmi niezłe, wiec rozpoczynamy podróż po Hobbitonie! Nasz początek to objazd wyspy północnej, na, której leży Auckland i pierwszym stopem jest…

Hot Water Beach

Hot Water Beach

Plaż w Australii widzieliśmy dużo, ale tylko tutaj przy plaży można wykopać sobie własna norkę, żeby dokopać się do gorącej wody, w której można się nieco wygrzać albo podgotować, zależy jak głęboko się kopie.

Oprócz tego robimy sobie parogodzinny, niezły trek skalistym brzegiem morza. Pogoda jest super, zero chmurek ciepło i widoczność rewelacyjna. Tak na niezły początek trochę zdjęć…

W drodze do Cathedral Cove

Cathedral Cove

Kolejnym przystankiem jest…

Waitomo

To region ciekawych jaskiń skalnych. Jednak ze względu na olbrzymia cenę i brak specjalnego zainteresowania jaskiniami postanawiamy połazikować sobie po okolicy. Jest piękna pogoda, szkoda nam tracić czas na błąkanie się po ciemnościach. Wolimy cieszyć się widokami i przyroda na powierzchni. No chyba warto było… a jaskinie to i w Polsce ciekawe mamy…

To tutaj jest Hobbiton

Następnie zmierzamy w kierunku…

Rotorua – miasta gejzerów i gorących źródeł

Jeden z wielu gejzerow na Rotorua

To dla nas częściowo pewna powtórka z Islandii, która odwiedziliśmy w 2009r. Warto wiedzieć, ze także tutaj maja sporo gorących źródeł. Ponadto okazuje się, ze Nowa Zelandia jest najmłodszym w sensie geologicznym krajem, bo powstałym jedynie ok. 10 tys. lat temu…

Odwiedzamy także park narodowy pod katem gejzerów, gorących źródeł i kultury Maoryskiej. Pani przewodnik jest Maorysem i oprowadza po parku. Po raz pierwszy w życiu widzimy słynnego ptaka Kiwi! Zdjęć nie możemy mu robić, ale warto go zobaczyć.

Oprócz tego przewodniczka gotuje nam jajka we wrzącym źródle. Pewien młody Brytyjczyk zadaje „inteligentne” pytanie ile stopni ma ta wrząca woda – hihi

Lunch gotowy

Maorysi stanowią około 15 % populacji Nowej Zelandii, czyli około 650.000. Sa potomkami Polinezyjczyków i tak jak oni są bardzo pogodni. Ich idolem jest sposób życia ptaka kiwi, który śpi 20 godzin na dobę a tylko przez 4 jest aktywny. Dlatego tez tak ciężko go spotkać w naturze, no, ale może będziemy mieli szczęście. Domy i świątynię w wioskach Maorysów są przepięknie ozdobione drewnianymi rzeźbami bogów. W centrum wioski znajdujemy przepiękny kościółek, gdzie lokalna kultura miesza się z europejska. Wnętrze kościoła ozdobione jest w stylu maoryskim, co nadaje mu niepowtarzalny charakter.

Wioska Maorysow

Po stosunkowo płaskiej Australii, stęskniliśmy się bardzo za górami. Jedziemy wiec do Tongarino National Park gdzie znajdują się najwyższe szczyty wyspy północnej (2750m) . Chociaż sezon narciarki właśnie się skończył to w górnych partiach nadaj jest dużo śniegu co utrudnia wędrówkę po parku. Podziwiamy wspaniale ośnieżone szczyty wulkanów spacerując po dolinkach. Jeżeli starczy nam czasu to może tu wrócimy na początku lata i trochę pohasamy po szczytach.

Panoramy gór wulkanicznych w środku nowozelandzkiej wiosny

Tanaraki Falls

W Taupo spędzamy 4 dni, wędrując rekreacyjnie po okolicach i chłonąc miejscowe klimaty. Taupo to ciekawa miejscowość górska, no i największe nowozelandzkie jezioro (600 km2) powstałe po wybuchu pobliskiego wulkanu, który ciągle jest bardzo aktywny…

Widok na jezioro Taupo

Noce są chłodne i temperatura nad ranem ok. O°C, a do tego zimny wiatr (podobno wieje z Arktyki). Oj warto było zainwestować w nowy śpiwór puchowy…Odkrywamy ze klimat Nowej Zelandii jest bardzo specyficzny. Słonce jest bardzo ostre, potrafi wysuszyć mokre rzeczy w mniej niż godzinę J, a w cieniu jest bardzo zimno. Zimniej nawet niż latem w Norwegii. Jest to wpływ oceanu, który zawsze jest bardzo blisko. Niezależnie gdzie się jest ocean jest nie dalej niż 128 km. Pogoda tez zmienia się bardzo szybko wiec trzeba być ostrożnym. No, ale my mamy dobra praktykę po pięciu latach w Norwegii. Starannie sprawdzamy prognozę pogody i staramy się podróżować razem ze słońcem.

Po Taupo pora na River Valley

Chwila relaksu na River Valley

Po drodze podziwami miejscowe krajobrazy. Na zielonych wzgórzach i pagórkach pasie się wiele owiec. Okazuje się, ze jest ich w Nowej Zelandii aż ok. … 38 mln, czyli

Na 1 Nowozelandczyka przypada aż 8 owiec

Maleńkie owieczki na tle zielonych pagórków wyglądają uroczo, niestety hodowla owiec powoli staje się mniej popularna w Nowej Zelandii, znacznie bardziej opłaca się hodować krowy, które nie są już takie urocze jak owce, no chyba ze małe cielaczki.

Samo River Valley to głęboki wąwóz, dolina z rwąca rzeka, a tam klimatyczne schronisko górskie, no i rzeskie nowozelandzkie piwko. Pod wieczór jest okazja poznać bliżej współpasażerów autobusu, czyli podróżników z całego Świata. Dominują Brytyjczycy, ale są również Holendrzy, Niemcy, Duńczycy, Kanadyjczycy, Brazilijczycy… Ciekawie jest spotkać i poznać podobnych do siebie, którzy podróżuje przez wiele miesięcy, a nawet przez lata… Warto także powymieniać doświadczenia…

W drodze do Wellington zatrzymujemy się w małym miasteczku Bulls, czyli byki. W Nowej Zelandii każde nawet najmniejsze miasteczko jest z czegoś słynne. Miasto Bulls jest słynne z tego ze hoduje się tu byki, które dają mleko. Nawet w MacDonaldzie można kupić shakea z bykowego mleka.

Bulls Town

W stolicy spędzamy jedynie wieczór i noc. Zaraz przy naszym hotelu znajduje się majestatyczna katedra katolicka. Mimo zmęczenia robimy sobie wieczorny spacer i zwiedzamy katedrę. Odnajdujemy tu polska tablice upamiętniająca ofiary zbrodni katyńskiej, ufundowana przez polonie nowozelandzka.

Katolicka katedra w Wellington

Następnego dnia wstajemy wcześnie rano na prom. Czas opuścić wyspę północna i ruszyć na

Wyspę południowa

Już płynąc promem podziwiamy jej przepiękne brzegi. Okazuje się, ze ta wyspa jest jeszcze ciekawsza niż północna… O kolejnych przygodach na niej napiszemy już niedługo. A tymczasem parę fotek z promu poniżej 🙂

Widok z promu na wyspe poludniowa

Już pierwsze wrażenia z promu potwierdzają to, co słyszeliśmy od miejscowych „nie spędzajcie zbyt dużo czasu na wyspie północnej południowa jest o wiele piękniejsza :)”.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Zelandia, NZ - Wyspa Północna, Podróż Dookoła Świata 2012/13 i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s