Wokół królestwa Tajlandii, czyli: Phuket – Koh Samui – Ang Thong – Bagkok – Phuket…

Do Tajlandii! Nowy kraj – nowe możliwości … 😉

Thailand – hotel at the airport

Azjatycka mozaika kulturowa jest niezwykle ciekawa. Każdy kraj jest praktycznie zupełnie inny i ma swoją ciekawą specyfikę. Np. w Tajlandii religią panującą jest Buddyzm, który dominuje obyczaje i architekturę tego kraju. Jest zupełnie inaczej niż na Bali czy Jawie…

Another religion, another architucure of Asia

One of temples

Phuket – popularne i znane, ale  jak tam naprawdę jest…

Po wylocie z Singapuru lądujemy w Phuket, żeby rozpocząć naszą przygodę z Tajlandią!

Samo miasto jest bardzo znane, popularne „na zachodzie” i posiada duże międzynarodowe lotnisko.

Phuket downtown – different then in touristics catalogues

Kiedy przyjeżdżamy do centrum odkrywany „drugie dno” Phuket, ponieważ okazuje się jednak dosyć nieuporządkowane i brudne – robi raczej kiepskie wrażenie. Znajduje się za to w odległości 5-15km od pięknych plaż, znanych z katalogów biur podroży, do których można łatwo dotrzeć częstym, tanim i „klimatycznym” transportem.

Kata beach nearby Phuket is worth to visit…

Tam dopiero zaczyna się relaks i korzystanie z dobrodziejstw tego turystycznego kraju. Odwiedzamy plażę Kata, odpuszczając sobie bardziej znane Patong, co by uniknąć wielkich tłumów i „stereotypowej” części Tajlandii…

Po 2 dniach ruszamy dalej w kierunku pięknej wyspy…

Transport w Tajlandii okazuje się dosyć łatwy i niedrogi. Można prosto kupić bilet, żeby szybko wyjechać w kierunek docelowy. Nie trzeba, wiec planować wiele dni naprzód, by móc podróżować niezłej klasy publicznym transportem.

i docieramy na wyspę Koh Samui

Zaczynamy odpoczynek, wycieczkowanie i plażowanie na dobre. Kokosy, papaja, mango i inne tropikalne owoce popijane mleczkiem kokosowym stanowią teraz ważny element naszego jadłospisu. Pomimo pory deszczowej pogoda jest super: bardzo ciepło, rzadko pada, a chmury na niebie pozwalają odetchnąć od silnego tropikalnego słońca.

One of  beaches in Koh Samui

W południe ciężko jest znaleźć miejsce w cieniu, ponieważ słonce niemal prostopadle pada ziemie. Czapeczki i parasole są praktycznie niezbędne, żeby uniknąć udaru. Oczywiście ratują nas także częste kąpiele w ciepłym, lecz orzeźwiającym morzu.

Sunset seen from the Koh Samui Island

Archipelag Ang Thong

Największe wrażenie robi na nas wycieczka stateczkiem w pobliski archipelag Ang Thong. Liczne wysepki pozanurzane w zielonkawo-błękitnym morzu i rajskie plaże obserwowane z perspektywy morza to dopiero początek.

Trip to And Tong by ship

Zdobycie jednej ze stromych gór na wysepce w tym upale nie było łatwe…

Clibing on the hill of the island – about 500m in over 30°C…

Widoki z niepowtarzalną panoramą tropikalnych wysp są cudowne. Poniższe zdjęcia oddają jedynie cząstkę…

„Raining season” in Thailand

Landscapes seen from the hill…

Spędzamy aktywnie cale 9 dni na uroczej wyspie Koh Samui. Miejscowi Tajowie okazują się niezwykle „wyluzowani” co pomaga nam w relaksie i odpoczynku. Nocujemy przy plaży Chaweng, która możemy polecić. Nie ma takich tłumów turystów. To spokojna bezpieczna plaża, nie ma za bardzo fal, jest czysto i niedrogo…

Relaks na wyspie pomaga wypocząć fizycznie po Phuket. Nabieramy także sil przez kolejna morska-lądową przeprawą w kierunku stolicy tego kraju – Bangkoku

Opublikowano Azja, Podróż Dookoła Świata 2012/13, Tajlandia | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pożegnanie z Bali i dalej przez Jawę…

Bali stała się dla nas wyjątkowo udaną częścią podróży. W końcu można się wyciszyć i odpocząć po przygotowaniach do Podróży oraz emocji związanych z początkiem wyjazdu. Trochę tak bardziej „wczasowo”, ale po chłodnej Norwegii i po wielu miesiącach pracy bez dłuższej przerwy w tym kraju to taki zasłużony odpoczynek. Można się za to skupić bardziej na chłonięciu ciekawej, miejscowej kultury…

One of the shops on the road

Sunday is a market day in Asia 

On the way to Java

Jak tylko opuszczamy ta wyspę w kierunku Jawy zaczyna się za to trochę tak bardziej „wyprawowo” i egzotycznie. Coraz mniej turystów, stajemy się atrakcja i wzbudzamy bezinteresowne zainteresowanie miejscowych, którzy nieśmiało i ukradkiem robią nam zdjęcia… 🙂

Jawa chociaż sąsiaduje z Bali jest zupełnie inną wyspą. Duży ruch, cieplej, turyści „giną” wśród miejscowych których jest aż 130 mln. Ceny jednak dużo niższe niż na Bali nawet o polowe. Religia dominująca też zupełnie inna. Gorliwe, głośne i długie (nawet po 2-3 godziny) modlitwy  budzą nas nocą i nad ranem, pomimo tego ze mieszkamy w nowoczesnym hotelu aż na 15-tym piętrze… A myśleliśmy, ze się wyśpimy po tym jak dzień wcześniej wstaliśmy o 3.00 nad ranem, żeby zobaczyć wspaniale jawajskie wulkany o wschodzie słońca…

Sunrise in Java

climbing Mount Bromo 2329 m

Po tych emocjonujących dniach na Jawie – na której nie było nam dane się wyspać 😉 – wylatujemy z Surabayi do Singapuru. Na lotnisku w Surabayi z „Europejczyków” spotykamy jedynie paru… Japończyków – uff są tu jacyś cywilizowani. Oplata lotniskowa wysokości 15 USD, za brak czegokolwiek trochę dziwi. Na szczęście jakoś wylatujemy i lądujemy na bezpiecznym i darmowym super lotnisku w Singapurze. Jedziemy super czystym metrem w kierunku hostelu. Chociaż śpimy w zbiorowej sali każdy przestrzega ciszy nocnej i w końcu porządnie się wysypiamy 🙂

Ponownie zwiedzamy to piękne, nowoczesne miasto. Odbudowujemy morale i odzyskujemy siły.

views from the 71st highest floor 

Infinite pool in Singapore…

Przed nami kolejna przygoda i kolejny nowy kraj – Tajlandia ! 🙂

Opublikowano Azja, Bali, Indonezja, Jawa, Podróż Dookoła Świata 2012/13, Singapur | Otagowano , | 4 Komentarze

Bali, Bali… czyli: Achh te „wykańczające” tropiki… :)

Uff, co za pogoda! Codziennie taka sama z temp. 26-28°C i jak na razie zero deszczu. Dodatkowo przejrzysta woda w morzu ma jakieś 24°C i nawet nie jest taka słona.

One of typical landscape of Bali…

Odrobina soli pomaga za to w snurkowaniu, nie trzeba się zbytnio męczyć żeby utrzymywać się na powierzchni, nic tylko założyć maskę i płetwy i podziwiać podwodny świat: ławice kolorowych ryb i rafy. Wody tutaj obfitują w nieznane nam gatunki ryb, co sprawia ze odkrywanie podwodnego świata jest bardzo ekscytujące. Powoli uzależniamy się od snurkowania, no cóż mamy chyba nowa pasje :).

Snorking in famous diving place – Tulamben

W przerwach uzupełniamy brakujące witaminy pijąc soki z owoców tropikalnych. Nasz ulubiony sok to Virgina Plus, czyli zmiksowany banan, pomarańcza i mleczko kokosowe. Sok z papai tak bardzo nam nie smakuje ale za to jest bardzo pożywny, można się nim najeść 🙂 co pozwala zaoszczędzić troche dolarów w naszym budżecie. Oprócz tego wokół sami uśmiechnięci ludzie, pyszne jedzenie i zero zmartwień. Zamiast codziennej porcji telewizji  (wraz z fałszywymi emocjami) podziwiamy zachody słońca wśród palm, plaż i hinduistycznych świątyń…. Jednym słowem nuda 🙂

Amaizing sunset at Tanah Lot Temple

Another sunset instead of watching TV… 🙂

Na Bali mieszka jedynie 3,5 mln ludzi, a religią panującą jest Hinduizm, co w porównaniu z bardzo liczna populacja całej Indonezji, bo aż ok. 242 mln, stanowi niewielki procent i czyni ta wyspę wyjątkową w tutejszym archipelagu.

Religious Hinduistic ceremony – washing in Ocean during sunset

After the evening ceremony…

Bali stanowi pewnego rodzaju wakacyjną enklawę. Balijczycy nie podróżują zbyt wiele, bo i po co. Na Bali jest lepszy klimat w porównaniu do Malezji czy reszty Indonezji i jest wakacyjnie niemal przez cały rok. Chyba, dlatego ludzie są tutaj bardzo pogodni i maja średnio po kilkoro dzieci. Taka sama pogoda przez cały rok sprawia ze nie potrzebują wielu ubrań i gwarantuje regularny oraz świeży dopływ turystycznej gotówki. Wyspa ta może być dobra ucieczką od zgiełku i pospiechu cywilizacyjnego. Na Bali  ludzie cieszą się tym, co maja dziś i nie myślą o jutrze. To cenna umiejętność, która staramy się posiąść.

Balinese people use empty coconuts to make fire for cooking

Na Bali wszystko jest odwrotnie niż w Polsce: lewostronny ruch i odwrócona polska flaga narodowa… 🙂

Bali to nie tylko plaże ale tez wspaniale wulkaniczne góry które podziwiamy podczas naszej podroży przez wyspę z północy na południe. Najwyższy szczyt Bali to aktywny wulkan Agung o wysokości ponad 3000m. Jego ostatnia erupcja miała miejsce w 1960 roku, mamy wiec nadzieje ze pozostanie w uśpieniu co najmniej przez kilka dni :).

The highest peak of Bali – Mt Agung, over 3000m

Podróżując po Bali podziwiamy przepiękne świątynie , pałace na wodzie  i tarasy ryzowe. Relaksujemy się na plantacji kawy i kakao popijając najlepsza na świecie kawę z luwaka. Ciekawych odsyłamy do Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Kopi_luwak. Napiszemy tylko ze kilogram tej kawy kosztuje około tysiąca euro w USA. Tutaj można dostać 100 gram tej kawy za około 20 dolarów. Hm… czyżby nowy pomysł na biznes 🙂

Water Palace

Testing of the most expensive coffee in the World – Luwak coffee

Jednak nawet rajskie plaże, koktajle owocowe, kolorowy podwodny świat, cisza i spokój mogą również się znudzić. Po blisko dwóch tygodniach na Bali jesteśmy gotowi na kolejna przygodę.

Another typical day and landscape of Bali…

W końcu mamy jedynie 9 miesięcy, żeby zwiedzić najciekawsze zakątki Świata. Jeszcze tylko kilka dni w raju i ruszamy… na gorącą Jawę pełną wulkanów a potem … może sami zgadniecie gdzie? Może to być trudne bo nam zajęło to kilka dni i nasz wybór zaskoczył również nas. Został podyktowany korzystnymi cenami biletów i ciekawością odkrycia nowego nieznanego nam kraju 🙂

Opublikowano Azja, Bali, Indonezja, Jawa, Podróż Dookoła Świata 2012/13 | Otagowano , | 1 komentarz

Gdańsk – London – Singapore – … , czyli I etap Naszej Podróży dookoła Świata… :)

Przed wyjazdem staraliśmy się dokładnie przemyśleć, co zabrać ze sobą tak, aby nasz bagaż nas nie ograniczał swoja objętością i wagą. Im cięższy bagaż tym trudniej podróżować, a my chcieliśmy, aby nic nie przeszkadzało cieszyć się podróżą i nieskrępowaną wolnością. Ograniczyliśmy wiec bagaż do niezbędnego minimum. Dzięki temu bagaż Ani waży tylko 10 kg a Grześka ok.13, choć dla  niektórych to i tak za dużo. No cóż to nasza pierwsza wyprawa dookoła świata więc może z kolejnymi nabierzemy więcej doświadczenia :).

Nareszcie po długim oczekiwaniu i przygotowaniach zabraliśmy nasze plecaki i ruszyliśmy!

Z Gdańska lecimy do Londynu, który (jak zwykle) wita nas lekka mgła i drobnym deszczem;) Spędzamy tam 2 dni, zwiedzając główne zabytki tego wielkiego miasta i z niecierpliwością oczekując na przelot na sam południowy kraniec Azji – do Singapuru…

Our first stop – British capital in the rain…

London busses

Po 12 godzinach lotu przylatujemy do miasta lwa – azjatyckim „tygrysie gospodarczym”, który robi na nas ogromne wrażenie. To dynamicznie rozwijające się państwo-miasto zaskakuje nas nie tylko wspaniała nowoczesna architektura, ale także pięknymi, piaszczystymi plażami.

Sentosa island in Singapore – finally good weather 🙂

Traveling teachs a lot – we found that we are on the Southern Most Point of the Continental Asia

W 35 stopniowym upale jedziemy na wyspę Sentosa, która możemy polecić każdemu podróżnikowi. Następnego dnia płyniemy łodzią po miejskiej rzece, aby dopłynąć do super-nowoczesnej dzielnicy drapaczy chmur. Ten ogrom oraz harmonia architektoniczna jest czymś niepowtarzalnym. Dodatkowo po zachodzie słońca kompleksy wieżowców są artystycznie eksponowane przez odpowiednie dobrane techniki świetlne. Trudno jest opisać te wrażenia, ale przedstawiamy parę zdjęć poniżej, żeby oddać, chociaż cząstkę tamtych przeżyć…

The one of the New Wonders of the World and DNA bridge…

Light show of Singapore

Bye, bye Singapore by night 🙂

Planowaliśmy z Singapuru jechać do Malezji, jednak dochodzimy do wniosku ze jest tam teraz zbyt ciepło dla nas. Uderzamy więc w przeciwnym kierunku… Na Bali!:-)

Teraz siedzimy właśnie pod palma na plaży, popijamy drinki, zażywamy kąpieli morskich i snurkujemy. Miejscowi wydaja się bardzo przyjazni, ciagle sie usmiechaja, choc nie maja zbyt wiele. Tak naprawde zastanawiamy sie kto tu jest na wakacjach, wiecznie niezadowoleni bogaci westmen’i czy oni :). Moze wlasnie odkrywamy te „drugie dno” bogactwa? 😉

Nam oczywiscie usmiech nie schodzi z twarzy, bo jak tu się nie cieszyc  skoro minelo dopiero 10 dni podrozy, a zostalo ponad 8-siem  i pol miesiąca do konca…

Temperatura powietrza 26-28C (wiec perfekcyjna dla nas) Woda również ciepła ok. 24C i ma przejrzystość ok. 30m, a podwodny świat jest bardzo interesujący, ale o tym oraz wiecej o przygodach na Bali napiszemy już wkrótce… 🙂

Greatings from Bali!

Pozdrawiamy Was serdecznie z Bali!

Opublikowano Bali, Londyn, Podróż Dookoła Świata 2012/13, Singapur | Otagowano , , | 2 Komentarze

Plan Podróży Dookoła Świata 2012/13

Ustalenie trasy podróży dookoła Świata jest zadaniem niezwykle pasjonującym, chociaż często niełatwym i czasochłonnym. Po dłuższych analizach, studiowaniu map i przewodników ustaliliśmy wreszcie ogólny zarys trasy naszej I Podróży Dookoła Świata, którą przedstawiamy i opisujemy poniżej:

Plan Podróży Dookoła Świata 2012/13

Po przelocie z Norwegii do Polski umownym punktem startowym Wyprawy będzie nasz rodzinny Gdańsk. W połowie lipca ruszamy do Londynu skąd rozpoczynamy Wielka Pętlę wokół Ziemskiego Globu. W stolicy Wielkiej Brytanii spędzimy 2 dni aby zaaklimatyzować się podróżniczo, będąc jeszcze na europejskim kontynencie.  Stamtąd mamy lot do Singapuru – państwa/miasta, które będzie stanowić swojego rodzaju „bazę wypadową” w rejonie Azji Pld.-wsch. W tej części Świata chcemy zwiedzić: Malezję, Tajlandię, Indonezję (razem z wyspą Bali), a także być może Chiny południowe oraz Nepal (i trekking w Himalajach). Po opuszczeniu Azji lecimy do Australii. Zaczynamy od północnej części tego kontynentu i miasta Darwin. Później drogą lądową przejedziemy przez środek tego pięknego kontynentu, odwiedzając miejsce kultu Aborygenów – Alice Springs. Następnie przejdziemy na południowe wybrzeże do Adelaide, Melbourne, Tasmanii i na zachód: Sydney, Brisbane, Cairns. Po Australii ruszamy w kierunku Nowej Zelandii gdzie chcemy zobaczyć jak najwięcej się da zarówno na obu głównych wyspach jak na okolicznych wyspach Pacyfiku. Potem w planach mamy Fidżi i wyspę Wielkanocną z ogromnymi i tajemniczymi posągami. Po Pacyfiku lądujemy w Ameryce Południowej. Będziemy podróżować po Patagonii, czyli Chile, Argentyna aż na sam południowy kraniec tego kontynentu. Później prawdopodobnie przyjdzie czas na Peru, Urugwaj i być może południową Brazylie. Ostatni długi lot będziemy mieli na trasie Buenos Aires-Londyn. W ten sposób w połowie kwietnia 2013r. po 9-ciu miesiącach podroży planujemy zamknąć trasę Podróży Dookoła Świata i powrócić po „nieco” przedłużonym urlopie do życia codziennego w Europie 🙂

Większą cześć trasy ustaliliśmy przez półkulę południową. Staraliśmy się ustalić szlak wyprawy tak by odwiedzić nieznane nam zakątki Świata, czyli te najbardziej odlegle, które dosyć trudno jest poznać w czasie zwykłego, krótkiego kilkutygodniowego urlopu…

Trzymajcie kciuki!


Opublikowano Podróż Dookoła Świata 2012/13 | Otagowano | 2 Komentarze

Norwegia 2007-12, czyli krótkie podsumowanie przed Podróżą Dookoła Świata…

Wiemy, że po ostatnim poście wielu z Was ciekawi trasa naszej podróży. Jednak spróbujemy jeszcze wzmocnić Waszą ciekawość. Zanim opublikujemy to, nad czym ciągle jeszcze myślimy zebrało nam się na sentymenty i wspomnienia tego co było i jeszcze jest, czyli ostatnie prawie 5 lat naszego wspólnego życia w krainie fiordów. A było to tak:

W lipcu 2007r. wyruszyliśmy w podróż lądową przez Azję. Była to wspaniała 2,5 miesięczna Podróż przez Rosję, Bajkał, Mongolię i Chiny. Podróżowaliśmy koleją Transsyberyjska, wynajętym jeepem po stepach Mongolii, różnymi autobusami, nieraz taksówkami, koleją chińską przez Pekin, później Gullin aby w końcu dotrzeć do Hong Kongu… i to nie używając samolotu.

To była wspaniała 75-cio dniowa podróż przez Azje w 2007r.

Później lotniczy powrót do Polski przez Londyn i tak, kiedy wróciliśmy w połowie września 2007r. pozostało pytanie: „Co dalej?” Trzeba było wracać do normalnego życia. Ania była na urlopie bezpłatnym a dodatkowo przed załatwiła sobie już kontrakt do pracy w Norwegii – dobrze, że ktoś z nas potrafi załatwić ważne sprawy z takim wyprzedzewniem. Ja po blisko 2-letniej pracy inżynierskiej w Paryżu, która mnie dosyć mocno zmęczyła zacząłem szukać czegoś nowego…

Pozostało „zakasać rękawy” i prace sobie w Norwegii znaleźć, a każdy kto to przeszedł wie ze najtrudniejszą pracą jest … szukanie pracy. Po powrocie do domu po 75-cio dniowej podróży TransAZJA 2007 pozostało mi nic innego jak: uaktualnić swoje CV, listy motywacyjne i „uderzać, uderzać, uderzać…”. Po ponad miesiącu ciężkiego i dokładnego szukania udało się znaleźć aż 3 firmy, które zaprosiły mnie na rozmowę. To wystarczyło lecimy już do Norwegii! Ania nieco szybciej na załatwiony kontrakt, ja 2 tygodnie później dolatuje na rozmowy. Szansa jest spora i… udaje się! Wszystkie 3 przedsiębiorstwa chcą mnie zatrudnić, jako inżyniera budownictwa! Super! Dwie firmy chcą bym pracował przy projektowaniu konstrukcji lądowych jednak wybieram to 3-cia i projektowanie platform wiertniczych – to chyba najbardziej mi odpowiada… Czy wybór był dobry? Raczej tak, ponieważ pracuje w niej po dzień dzisiejszy, a Ania po skończeniu poprzedniego kontraktu również przeszła do nas. Co prawda pracujemy w różnych działach, ale najważniejsze jest jednak to, że jak napisaliśmy nasz pracodawca ostatnio zgodził się na nasza Podróż i 10 miesięcy wolnego! 🙂


 Przeprawa promowa w okolicy Molde

 Na jednej z wielu wycieczek po Norwegii zachodniej…

Pozostaje teraz, wiec dopracowywanie szczegółów, oczekiwanie i czas na wspomnienia z ostatnich 5-ciu lat. Nie sposób ocenić zdecydowanie i jednoznacznie tego czasu. W tym subpolarno-umiarkowanym klimacie nieraz mocno zlał nas deszcz ze śniegiem, nieraz diabelskie zimno mroziło nam twarz, nieraz długie grudniowe noce powodowały złe samopoczucie,  nieraz przez częste gołoledzie lądowaliśmy boleśnie na ziemii… Jednak na szczęście ta nieraz surowa Północ wynagradzała te niedogodności. To dzięki tym długim zimom nauczyłem się „od zera” jazdy na nartach zjazdowych. To dzięki tym długim 20-to godzinnym grudniowym czarnym nocom mamy wiosenno-letnie niepowtarzalne białe noce.

 Nasz widok przez okno…

Gdy słonce przedrze się przez kłębiaste chmury a mgły opadną za oknem wyłaniają się piękne, bajkowe fiordy. Hmm fiordy to nasz codzienny towarzysz. Mieszkamy zaledwie ok. 80m od brzegu, a pracujemy może ze 20-30m. Znamy wiec fiordy w chyba każdej odsłonie pogodowej w różnych porach roku poprzez same patrzenie przez okno.

Spacerek po pracy niedaleko domu… 

Dodatkowo te 5 lat w Trondheim to wiele nowych międzynarodowych przyjaźni. To wiele udanych wyjazdów wakacyjno-weekendowych po szlakach środkowej, zachodniej i północnej Norwegii.

Norwegia Północna – Lofoty, kilkudniowe wycieczki w 2008 i 2011r.

To przepiękne widoki i krajobrazy, które często „czyhają” nawet tam gdzie się nie spodziewany. To mnóstwo imprezek oraz przedłużanie naszej młodości w gronie przyjaciół pochodzących z niemal całego Świata. Tak to jest niby emigracja, jednak połączona z podróżowaniem i ze smakowaniem nowych kultur jest niezwykłą przygodą, o której właśnie z łezką w oku wspominamy… 😉

Widok na Geirangefiord z Dalsnibba – Norwegia zachodnia 

Jednak pora postarać się powoli skończyć z ta nostalgia, a skupić się na pragmatyzmie i tym, co już za kilka tygodni nas czeka. Meble już prawie wszystkie sprzedaliśmy, jeszcze tylko kilka dni w pracy. Pozakażać, pozamykać wszystko na 10 miesięcy, opłacić ostatni rachunek, zdać mieszkanie i spakować się w kilka walizek i już 1-szego lipca do Polski, a nieco później czeka już nas długo oczekiwana Podróż Dookoła Świata!

Opublikowano Lato nad fiordem, Norwegia, Podróż Dookoła Świata 2012/13 | Otagowano | 2 Komentarze

Nasze plany na „troszeczke” przedłużony urlop 2012/13 :)

Yes, yes, YES! Udało się! Pracodawca zgodził się! Po dramatycznej taktyczno-psychologicznej walce dostaniemy w końcu całe 10 miesięcy wolnego! 🙂 Warto, więc było się odważyć. Dzięki temu mamy zagwarantowany powrót do „biureczka”  od 1 maja 2013r. …

Hmm, którędy by tu okrążyć Planetę Ziemię? 😉

Najważniejsze jest  jednak to, ze po kilkunastu latach podróżowania po Świecie,  przyszedł w końcu czas na zrealizowanie naszego największego projektu podróżniczego, o którym marzyliśmy,  rozmawialiśmy i planowaliśmy już od najmłodszych lat:

 Podróż Dookoła Świata!

Ustalenie trasy Naszej Podróży jest zadaniem niełatwym, jednak niezwykle pasjonującym skoro chcemy odwiedzić i zobaczyć jak najwięcej najwspanialszych miejsc w czasie dobrej pory roku w poszczególnych krajach, na poszczególnych kontynentach. Mamy jednak już ramowo ustaloną trasę naszej  I Podróży Dookoła Świata i kupiliśmy już bilet lotniczy pomiędzy kontynentami. Pracujemy teraz jeszcze (za „biureczkiem”) do końca czerwca, później do Polski na 2 tygodnie, a potem wyruszamy już w wielki i szeroki Świat. Wyprawa ma trwać ok. 9 miesięcy, a jakie kontynenty i kraje chcemy odwiedzić? Może zgadniecie?

Biała noc w Ålesund – jeden z weekendowych wyjazdów

Niekończące się zachody i wschody tak jak co roku w czerwcu…

Białe noce środkowej Norwegii pomagają nam teraz nieco przy wieczorno -„nocnych” przygotowaniach Naszej Pozdróży…

O trasie podróży napiszemy już niedługo jak tylko jeszcze przemyślimy i dopracujemy  pare szczegółów. Białe Noce mamy juz w środkowej Norwegii od dawna i pomagają nam nieco przy wieczorno -„nocnych” przygotowaniach i planowaniu. O wiele trudniej za to jest wstać „nastepnego” dnia rano do pracy. Pozostaje nam pocieszenie i wizja, ze „juz pare dni, za dni pare wezmiemy plecak swoj… ” i ruszymy w wielką i długą Podróż… Trzymajcie kciuki!  😉

Opublikowano Lato nad fiordem, Podróż Dookoła Świata 2012/13, Trondheim | Otagowano | 4 Komentarze

„Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty…” nad fiordem :-)

Po ponad 5-ciu miesiącach mroźnej, wietrznej i snieżnej zimy nad fiord przyszła wiosna 🙂

W dolinach snieg już stopniał chociaż w górach ciągle utrzymuje spora warstwa białego puchu *^*^*^*^ 

Narciarski bilans zimy na fiordem – niemal cały miesiąc! Jak to możliwe? 🙂

Podczas zimy nasza aktywność turystyczna skupiła się przede wszystkim na jeździe na nartach i ten sezon okazał sie dosyć bogaty. Spędzalismy niemal każdy weekend i wolny dzień na nartach. W sumie naliczyliśmy 17 dni na nartach zjazdowych oraz 11 dni na nartach biegowych, czyli razem aż 28 dni białego szaleństwa! Jesteśmy więc nasyceni nartami aż nadto, a góry w pięknym zimowym plenerze, ale także mroźne powietrze i zamiecie to była obok pracy dla nas niemal codzienność. Nadrobiliśmy wreszcie zaleglości z dzieciństwa kiedy to w latach 90-tych snieżna zima stawała sie w Polsce krótka i nie można było za bardzo „wyhasać się” na nartach czy sankach… 

 

 

Teraz nadchodząca wiosna to dla nas w końcu odmiana i prawdziwa „radocha” gdy coraz cieplej a dni coraz dłuższe i dłuższe…

W tym sezonie szusowaliśmy na stokach: Åre (Szwecja) – w sumie 6 dni, Oppdalu 7 dni oraz Vassfjellet 4 dni (Norwegia). 

 

 

 

 

Na skandynawskich szlakach narciarskich

Biegówki – dlaczego takie popularne?  Trzeba spróbować by poznać 🙂

Na biegówkach chodziliśmy przede wszystkim na Bymarce niedaleko Trondheim. Nieraz w towarzystwie tłumów rodzin norweskich dla których ten sport jest najważniejszy i stanowi pewnym sensie element dumy narodowej… A dla nas także jeden z najciekawszych aktywnosci turystycznych – praktyczny sposob na wędrowkę po górach w zimie. Warstwa śniegu w górach jest głęboka na kilka, kilkanaście, a nieraz nawet na kilkadziesiąt metrów, więc aby przemierzac góry w zimowej scenerii mamy do wyboru narty górskie, biegowe, rakiety sniezne, itp. 

 

 

 

 

Na zimowych szlakach srodkowej Norwegii

Chodzenie pieszo po górach w zimie praktycznie w Norwegii odpada jeśli myślimy o czymś wiecej jak oddalenie sie od parkingu na 1 czy 2 km chodząc jeszcze jedynie po ubitych dróżkach. Zresztą im wiecej chodzisz na nartach tym bardziej doceniasz ten urok zaszywania sie w odludnych i bezkresnych rejonach dalekiej Północy…- Polecamy! 

Zimowy bezkres serca Norwegii

Opublikowano Narty ^*^*^, Norwegia, Szwecja, Trondheim, ZIma w Norwegii | Dodaj komentarz

Grudzień na 63°26’N – czyli jak radzić sobie z ciemnością…

Najkrótszy dzień roku przypada na półkuli północnej w dniach 21-22 grudnia. Trondheim jest położone na 63°26’N, więc szczęśliwie leży o całe 3° na południe od koła podbiegunowego północnego (66°33’39″N). Na szczescie nie ma zjawiska braku slońca i ciemnych dni, charakterystycznych dla Norwegii północnej i miast: Bodø, Tromsø, Atla, Hamerfest i innych. Grudniowy dzień jest jednak tutaj dosyć krótki, ponieważ słońce „wstaje” ok. 10-tej a zachodzi ok. 14.30, wiec najkótszy dzień trwa ok. 4,5 godz. Nie jest więc tak źle, chociaż idąc do pracy i z niej wracając jest kompletnie ciemno i brak naturalnego światla jest troche dla nas uciążliwe. Niektórym to wcale nie przeszkadza, ale my staramy się w kazdy dzien wolny od pracy spędzac na powietrzu zwłaszcza w godzinach słonecznych. Wycieczki w góry na nartach to także okazja aby „złapać” troche promieni niewysoko wschodzącego słońca. Chodząc po wniesieniach zawsze można nieco przedłużyć sobie ten cenny „czas słoneczny”…      

 

 

 

 

 

Jakie są inne sposoby aby przetrwac okres tej ciemnej zimy?

Grudzień jako czas Adwentu to okres oczekiwania na Boże Narodzenie w związku z tym w wielu stowarzyszeniach, zakładach pracy, środowiskach ogranizuje sie Julebord’y czyli spotkania-imprezy wigilijne poprzedzające okres Swiąt. W tym roku w każdy adwentowy weekend spedzamy na Julebord’ach to z pracy, to z organizacji turystycznej, to ze znajomymi. A Norwegowie to wbrew pozorom bardzo lubią się bawic i cieszyc życiem. Początek każdej imprezy zwykle jest taki oficjalny i sztywny, są jakieś powazne przemowy. Najpierw jest zwykle dużo jedzenia, a później przychodzi czas na drinki, więc im dłużej trwa impreza tym atmosfera jest swobodniejsza i luźniejsza, by pod koniec przerodzić się w szalone tańce przy muzyce aż do godziny 3-ciej rano…

Dzięki temu grudniowy czas płynie szybciej gdzyż żyje się od weekendu do weekendu, czyli od wycieczki na nartach przeplatana wigilijna imprezką do kolejnej… i tak niedługo nadchodzą Swięta i czas by powrócic, po wielu miesiacach na obczyźnie, na ten okres do Domu, do Rodziny, do starych znajomych, do Polski…  🙂 

Opublikowano Norwegia, Trondheim | 2 Komentarze

Jesień nad fiordem… czyli w góry czas ruszyć…

jesienny krajobraz gór Skandynawskich

Koniec września i październik to – podobnie jak w Polsce – na fiordem czas jesieni. Jest już dosyć zimno. Temperatury wahają sie od kilku (a nawet od zera) do kilkunastu stopni. Niektóre dni sa na szczęście jeszcze dosyć słoneczne i  jest ciągle dosyć długo jasno na dworze. W tym roku lato poświęciliśmy na zwiedzanie historycznych miast tj. Ateny, Rzym, Praga oraz na rejs po greckich Cykladach. Chodziliśmy też trochę po górach w czasie weekendów, ale doszliśmy do wniosku, ze mamy ciągle niedosyt gór.

Ruszamy wiec w góry Trollheim!

   Czytaj dalej

Opublikowano Norwegia, Trollheim | 3 Komentarze